Filozofia St. I. Witkiewicza
Aktualizacja
Filozofia Witkacego


Stanisław Ignacy Witkiewicz najbardziej lubił, gdy nazywano go filozofem, bo sztukę łączył właśnie z filozofią. Przez całe swe życie czytał rozprawy filozoficzne, zupełnie zapomniane i te najbardziej współczesne. Doskonale znał pisma Husserla, Leibniza i Kanta. Zdecydował się stworzyć własny system, który dla uproszczenia nazywany jest często katastrofizmem.
Na przekonania Witkacego miała wpływ rewolucja w Rosji, której był naocznym świadkiem, panoszący się na świecie komunizm zabijający metafizykę człowieka. Nie bez znaczenia była znajomość teorii względności Einsteina i rodzącej się fizyki kwantowej. Może to właśnie Wszechświat jako wynik kwantowego prawdopodobieństwa zaważył na rozwoju myśli Witkiewicza.
Witkacy uważał, że człowiek jest najbardziej elementarną częścią Wszechświata. Jest przeto Istnieniem Poszczególnym, zawierającym w sobie metafizyczną dziwność. Dziwność ta jest częścią nieprzeniknionej Tajemnicy Istnienia. Wielość Istnień Poszczególnych w jedności Prawdy Absolutnej jest fundamentalnym prawem Istnienia. Człowiek powinien dążyć do zbliżenia się do Tajemnicy Bytu, a pomóc mu w tym powinna sztuka wsparta religią i filozofią.
Za początek samobójstwa religii, filozofii i sztuki uważał Ignacy Witkiewicz moment, gdy w starożytnej Grecji nastąpiło zerwanie teatru z wierzeniami religijnymi. Następnie wskutek wzmagającej się nierzeczywistości i niedostępności religii nastąpiło rozdzielenie jej od filozofii. I od tego czasu mamy religię aspirującą do tego, by być filozofią i filozofię uważającą się za religię.
Sprzeczności między filozofią a religią pogłębiały się wskutek rozwoju cywilizacyjnego, kiedy to bardzo osobowy Bóg zaczął rozpływać się po całym Wszechświecie. W ten sposób coraz więcej ludzi nie mogło odnaleźć ładu Wszechświata i odchodziło zarówno od religii (w znaczeniu duchowym, praktyk nie zaprzestali), jak i od filozofii.
Zupełnie już wówczas odseparowana sztuka swym samobójczym cierpieniom dodała w czasach Odrodzenia, kiedy to postawiono na całkowitą niezależność sztuki od spraw wiary. Nie bez winy była wtedy religia, w której uczestniczyli ludzie bez zaangażowania personalnej metafizycznej dziwności. Następujący dalej rozwój społeczny wypchnął prawdziwą sztukę poza nawias. Tryumf pstrokatych plamek zawładnął Europą.
Paradoksalnie współbieżny rozwój całkowicie różniących się od siebie materializmu (tj. chęci posiadania) i totalitaryzmu doprowadził do identycznych skutków. Sztuka, religia i filozofia praktycznie już dogorywają. Artyści i myśliciele uznawani są za nieszkodliwą grupę ludzi z urojeniami, nie pasujących do świata współczesnemu Witkacemu. 70 lat temu napisał Stanisław Ignacy Witkiewicz, że w totalitaryzm (a zwłaszcza komunizm) zniszczy uczucia metafizyczne. Proroctwo tych słów jest oczywiste. Od tego tylko krok do dalszej zagłady całego świata.